Blog > Komentarze do wpisu
Dzień inicjacji

Mam I stopień Shoden w Reiki:)))) Udało nam się warsztaty przeprowadzić ciut szybciej - ze względu na to, że byłam jedyną uczennicą (bardzo pojętną:))))) zmieściliśmy się z programem w jednym dniu. Wrażenia... spokój i przyjemność. Delikatne ale wyraźne odczucia ciepła i przepływu energii przy samych inicjacjach. Super uczucie zjednoczenia z przestrzenią. Muszę się nauczyć skupiać na tanden (dół brzucha, trzy palce poniżej pępka) - jestem przyzwyczajona do skupiania się na ośrodku ciała, mowy i umysłu (czoło, gardło ,serce). Gabrysia i Darek Bukałowie przeprowadzili na mnie zabieg reiki - naprawdę to robi wrażenie:))) Niby zabieg jest statyczny, polega na przykładaniu na kilka minut rąk w różne miejsca ciała (można też pracować na samej aurze), ale efekt jest bardzo silny, moje ciało naprawdę otrzymało z zewnątrz porządną dawkę energii:)))

Mimo tego, że całe warsztaty trwały kilka dobrych godzin, wyszłam z nich ożywiona. No nie mogło być inaczej:)))) Muszę to jeszcze sprawdzić, ale mam wrażenie, że poprawiła mi się ostrość widzenia. Zawsze miałam bardzo dobry wzrok, ale ostatnimi czasy zauwazyłam, że nie widzę już tak ostro jak kiedyś numerka tramwaju jadącego z daleka:( Efekt ślęczenia przy kompie w pracy i w domu... Dzisiaj, coś jakby się znów zmieniło - to jest do obserwacji na pewno.

Agnes mówiła, że zwierzaki lubią reiki. Moja aura musi teraz być zupełnie inna niż zwykle - wykorzystałam fakt, że kolezanka z klatki wracała ze swoimi psami do domu, dopędziłam ją, żeby załapać sięna jedną windę. Jej husky był mną bardzo przyjaźnie zainteresowany- już przed widną zatrzymał się i oglądał na mnie:) Nigdy wcześniej nie próbowałam mu się dać powąchać - raczej nie reagował na mnie, a ja sama z siebie nie zaczepiam obcych psów. Dobra, mógł czuć ode mnie Hazana, no ale praktycznie wszyskie moje kurtki są oblepione jego zapachem, a z tym pieskiem wczesnej w kontakt nie wchodziłam. Drugi był nieśmiały ale też chciał mnie obwąchać:) A z ich panią odbyłyśmy nawet krótką rozmowę, chociaż zwykle tylko się do siebie uśmiechamy i mówimy sobie cześć. To może być efekt działania Reiki - mam lepszą aurę, jestem bardziej otwarta ludzie też się otwierają. Aha i z kanarkiem też się pobawiłam. Karmapa mówił, że kanarki to boddhisatvowie. Podzieliam się z naszym jabłkiem, poćwierkaliśmy razem chwilkę. Potrenuję przekazywanie Reiki na nim:)

Sprawdziłam czy sprawiam, że magnesy przestają działać. Nie nie sprawiam tego. Moja wiecznie wariująca komórka nada działa. Gdy jechałam na kurs to płakała, że zaraz zdechnie, teraz pokazuje, że jest pełna - to w sumie jej normalne zachowanie, no ale przyznaję, ze jestem pozytywnie zdziwiona, że działa. Bo bałam się, że sfiksuje z okazji bliskości dużych dawek energii.

Za to zjadłam parówkę i... była paskudna w smaku, druga to samo, okropnie słona, niedobra. Moje dzieci twierdziły, że parówki smakują jak zwykle. Hmmm tutaj to nie wiem... Czytałam, że niektóre osoby w czasie 21 dni po inicjacji, w trakcie oczyszczania miewają różne odrzuty jedzeniowe - generalnie wraz ze wzrostem samoświadomości, wzrasta potrzeba dbania o siebie, o to co się w siebie wrzuca. Garysia podkreślała, że dobrze jest jeść to co ma w sobie energię (nie chodzi tu o węglowodany:)))). Parówka yyy.... raczej nie ma tej dobrej energii zbyt wiele... Może akurat przy tej partii parówek ktoś się walnął przy przyprawianiu? A może mój organizm w porozumieniu z moim naenergetyzowanym wnętrzem zarządzili rewolucję w kwestii jedzenia?

Już po północy a ja jeszcze będę medytować! Lecę!:)))

niedziela, 18 grudnia 2011, alienora